środa, 23 stycznia 2013

Jelenia nas pobiła, ała...


Ojej już prawie tydzień minął od meczu z Jelenią Górą, nie miałam czasu, by o nim napisać, ani też motywacji, bo najlepiej to on nie wyglądało - wiadomo łatwiej pisze się o dobrych rzeczach, niż o złych...
Początek całej wycieczki zaczął się dla mnie już nieciekawie, jechałam z Wrocławia, odgórnie padła decyzja, że autobus zgarnie mnie z Bielan, bo to najbliżej autostrady, oczywiście na dzień dobry szukając jakiegoś autobusu już popadłam w panikę, że godzina na dojazd może mi nie wystarczyć (nie mogłam się wcześniej z pracy urwać) tym bardziej, że nie bardzo wiedziałam czym w ogóle dojechać... Na szczęście jest internet :) no i pojechałam droga była strasznie długa, jechałam jakąś dzielnicą w której nigdy nie byłam, ale miałam nadzieje, że znajdę się pod Auchan, tymczasem autobus się nie zatrzymuje... jedzie dalej, skręca w drogę, którą jedzie się na lotnisko i jedzie i jedzie, a ja się tylko modle żeby się zatrzymał żebym miała jak najkrótszą drogę do pokonania tej drogi piechotą! No nie... opuściłam autobus w wielkiej panice na najbliższym przystanku, wysiadłam prosto w śnieg do połowy łydki, bo nawet nie było uklepane, że ktokolwiek wysiadał kiedykolwiek na tym przystanku... Autobus odjechał, a ja się rozejrzałam dookoła, wszędzie tylko pola zasypane grubą warstwą śniegu i z daleka tylko wyłaniał się mały napis "IKEA" nagle poczułam się jak małe bezradne dziecko, byłam bliska płaczu. Podeszłam do drogi głównej w nadziei, że najwyżej przejdę te kilka kilometrów, bo za chwile zbiórka, jak się spóźnię to mnie wszyscy pozabijają, czas mnie gonił a ja podchodząc do drogi zauważyłam brak chodnika, a pobocze zasypane śniegiem po kolana... To był ten moment w którym wszystko puściło... żywego ducha a ja stoję na środku jakiegoś "zadupia" i ryczę jak oszalała, wtedy zadzwoniłam do menagera Mariusza nawet nie wiem po co, chyba żeby tylko poinformować, że się spóźnię no i znowu w ryk... (musiałam się komuś pożalić), cieszę się że w takich sytuacjach są ludzie co myślą, bo ja bym tam pewnie stała dalej i dalej ryczała, a przecież skoro tu dojechał autobus, zaraz będzie musiał jakiś odjechać, tyle że to było za ciężkie żebym na to wpadła i faktycznie kilka minut później nadjechał autobus i mnie zabrał troszeczkę dalej od Auchan, ale w miejsce gdzie był chodnik i z którego mogłam dojść pod Tesco. I tak Mario i "pan autobus" uratowali mi życie hahaha :)
Gdy wsiadłam do autobusu oczywiście nie obeszło się od śmiechu, ale się przyzwyczaiłam, czekał na mnie cieplutki obiadek z kotletem włącznie (dawno nie jadłam takich rarytasów) bo na studiach się nie ma pieniędzy, jakby ktoś pytał. Po jakimś czasie już wszyscy zapomnieli o sprawie, ciągnęły się tylko rozmowy o meczu... Generalnie byłyśmy świadome, że ten mecz decydował o naszym "być, albo nie być", byłyśmy nastawione na wygraną, bardzo jej pragnęłyśmy... Nie chce mi się opisywać kwartami co i jak, bo szczerze mówiąc nie wspominam tego dobrze i nie będę tego rozpamiętywać nie wiadomo na ile linijek...
Przegrałyśmy, bo całe spotkanie zakończyło się wynikiem 82:67 mimo że prawie cały mecz naprawdę szłyśmy "łeb w łeb", jeszcze 5 min przed zakończeniem spotkania było 67:64 dla Jeleniej Góry. Tym razem w pierwszej piątce nie wyszłam i nie mam do nikogo o to pretensji aczkolwiek trochę mi się przykro zrobiło, ale to jest sport, może trener próbował jakiejś innej kombinacji, jakaś zmiana taktyki czy coś, no nie wiem, wyszłam dopiero w II kwarcie, być może w ataku za wiele nie zrobiłam, bo oddałam dwa niecelne rzuty przy jednym mnie sfaulowały, osobistego trafiłam tylko jednego... za to uważam, że w obronie odwaliłam dobrą robotę, walczyłam w parkiecie, szłam na deskę, rotowałam w obronie, czego zabrakło u innych dziewczyn... ogólnie grałam 16 min i miałam 5 zbiórek (2A 3O), a laski które grały 35 czy 40 min zanotowały taką samą ilość. Nie mam do nikogo pretensji broń Boże, ale trochę jestem rozżalona. W dodatku sporo rzutów niecelnych, w statystykach nie wygląda to tak tragicznie, ale w rzeczywistości było inaczej. Ale głownie zabrakło obrony, potem słyszałam jakieś usprawiedliwienia, że zawodniczka nie mogła faulować, bo miała 4 faule, to moim zdaniem "usiądź na ławę, są laski na zmianę i to aż cztery, one najwyżej sfaulują, skoro Ty nie chcesz bronić i przynajmniej nie stracą 6 pkt z rzędu, bo Ty się boisz stanąć przed nią..." wkurzające to jest, że niektórzy są po prostu "nietykalni"... rozumiem, że nasz zespół ma jakiś trzon, ale kiedy on sobie nie radzi, to dlaczego nie zaryzykować i nie zmienić "kombinacje"?! Jedna rzecz mnie strasznie irytowała, ale niestety nikt na nią nie miał wpływu mianowicie to cholernie głośne nagłośnienie, łeb mnie bolał jak 150, po za tym trzeba się przyzwyczajać do głośnej hali, bo już niedługo nasza brzeska koszykówka odżyje i będzie jak dawniej, a może nawet i lepiej i dla wszystkich zawodniczek były takie same warunki, więc nie mam co marudzić, że to był jakiś jeden z powodów naszej przegranej, ale irytowało mnie to strasznie... W szatni miałyśmy miny nie tęgie, świadomość tego, że awans oddalił się od nas diametralnie dobijała. Aha, jeszcze jedna wypowiedź jednej z dziewczyn "gdybyśmy miały jakąś wierze, to by to wszystko całkiem inaczej wyglądało..." otóż moje zdanie na ten temat jest takie: owszem zgadzam się z tym stwierdzeniem, ale równie dobrze można powiedzieć, że jakby było zastawienie to by ta wieża nie byłaby tego dnia nam potrzebna... (nie urażając nikogo)
PS mam nadzieje, że nikt tego nie czyta, a jak czyta to że nie będzie to odebrane negatywnie, bo wcale nie chce nikogo urazić, wszystkie dziewczyny z drużyny bardzo lubię i nie chciałam nikomu ubliżyć :*

W drodze powrotnej bardzo mi zależało na rozmowie z trenerem, chciałam się dowiedzieć, dlaczego tak mało grałam (ale nie miałam do niego żadnych pretensji) chciałam tylko wiedzieć, co powinnam zmienić, nad czym popracować, żeby dostać więcej minut, bo trochę byłam jak już wcześniej napisałam rozżalona... mój stan pogłębił się jak nie usłyszałam żadnej konkretnej odpowiedzi... :(

Jeszcze chciałabym dodać, że wyjątkowo grałam z nr 8 i w spodenkach, a nie sukience (sytuacja nas do tego zmusiła) ;)

Tymczasem kolejny mecz z Kątami Wrocławskimi już w najbliższą niedzielę, oczywiście na wyjeździe.

KS STAL odra BEJBI!


poniedziałek, 14 stycznia 2013

Zapowiedź meczu z Jelenią Górą

Taka miła niespodziewanka na koniec dzisiejszego dnia:
Już w najbliższy czwartek tj.17 stycznia o godzinie 18:00 koszykarki MKS MOS Karkonoszy rozegrają pierwsze spotkanie ligowe w nowym 2013 roku. Rywalem jeleniogórzanek będzie mocny zespół Stali Odry Brzeg. Pierwotnie mecz miał odbyć się 6 stycznia ale z powodu zachorowań w zespole rywalek zostało one przełożone. 

Spotkaniem z Brzegiem nasze koszykarki rozpoczną rundę rewanżową która potrwa do 10 marca 2013 roku. Najpierw spotkanie z Liderem Swarzędz miało być pierwszym w drugiej rundzie dla Karkonoszy ale jak wiemy grypa zmogła większość naszych koszykarek i mecz musiał zostać odwołany. Tym razem wszystkie zawodniczki Jerzego Gadzimskiego gotowe są do tego ciężkiego pojedynku jaki czeka nas już w czwartek.

Przed sezonem na pewno drużyna z Brzegu była wielką niewiadomą, po tym jak się wycofała z najwyższej klasy rozgrywek, teraz wiemy nie co więcej na temat naszego najbliższego rywala. 

W trakcie zmagań Brzeg zaliczył kilka porażek (dokładnie pięć), ale w ostatnich meczach potrafił już zagrać o wiele lepiej niż na początku sezonu. W szczególności trzeba zauważyć że w ostatnim ligowym spotkaniu w 2012 roku  potrafili wygrać z AZS PWSZ Gorzów 91:83 oraz pokonać również u siebie wcześniej  MUKS Poznań 74:57. Natomiast w ostatni piątek 11 stycznia brzeżanki pokonały pewnie MKS Polkowice 84:73 na własnym parkiecie. Blisko zwycięstwa na wyjeździe byli w Lesznie gdzie rzutem za trzy punkty w ostatniej sekundzie meczu potrafili sobie wyrwać zwycięstwo z miejscową Tęczą. Warto dodać, że do zespołu brzeskiego przeszła ze Ślęzy Wrocław dobrze nam znana Martyna Mićków. Oprócz Martyny na pewno trzeba będzie również uważać na Agatę Majka, Justynę Daniel i Katarzynę Iwanicką, właśnie te trzy zawodniczki brylowały podczas turnieju jaki odbył się podczas przerwy świąteczno-noworocznej w Brzegu oraz  w ostatnim meczu z Polkowicami. 

Podczas XIII Memoriału Włodzimierza Siudy o Puchar Burmistrza Miasta Brzeg Odra zmierzyła się ze Ślęzą Wrocław, Alles Głowno oraz z AZS Politechnika Warszawa. W tych trzech meczach Brzeżanki w mocno osłabionym składzie zakończyły turniej bez zwycięstwa zajmując czwarte miejsce. Przegrały z Wrocławiem 56:65, z Alles Głowno 58:74 i z Politechniką 51:67.

Mecz pomiędzy Karkonoszami, a Odrą odbędzie się w Hali SP10 przy ul.Morcinka, w najbliższy czwartek o godzinie 18.00. Dodajmy, że w pierwszej rundzie w Brzegu podopieczne Jerzego Gadzimskiego wygrały 68:51 co zwiastuje emocje w czwartkowym pojedynku w którym to na pewno brzeżanki będą żądne rewanżu. Tym bardziej, że dzięki wygranej nad Polkowicami i wcześniej nad Gorzowem, Odra Stal Brzeg na dobre włączyła się do walki o jedno z dwóch premiowanych miejsc.  

To chyba najlepsze słowa jakie przeczytałam o sobie w ostatnim czasie! Jest mi naprawdę bardzo miło! Jeeeju...

sobota, 12 stycznia 2013

Polkowice w łeb, jeb!

To był najbardziej crazy day ever!
Odkąd otworzyłam oczy o 6 rano wiedziałam, że ten dzień będzie niesamowity. Czekało mnie kolokwium z dydaktyki (którego niestety nie zaliczyłam), pierwszy dzień w pracy i mecz z Polkowicami, o którym było już głośno od jakiegoś czasu. Wszystko idealnie zaplanowane, co do minuty, jednak czasami los płata niezłe figle...
O pracy rozpisywać się nie będę, napiszę tylko tyle, że trafiło mi się coś naprawdę niesamowitego! Ci co mnie znają to wiedzą jak bardzo interesuję się modą. Być może nie dysponuję wiadomościami jak niejeden znany bloger czy inni ludzie siedzący w tym od dłuższego czasu, ale myślę że jak na "cielaka" wiem dużo i tak się złożyło, że mogę się w tym realizować, rozwijać i próbować czegoś nowego, pewnie jest to krótka przygoda, ale chciałabym aby trwała jak najdłużej. Dostałam pracę w sklepie internetowym z odzieżą i akcesoriami. Z dnia na dzień uczę się nowych rzeczy i dowiaduję się jak to wszystko wygląda "od środka", naprawdę niesamowita sprawa!
Mecz z Polkowicami był nagłaśniany w różnych miejscach takich jak gazety, internet, a nawet informacja ta była wyświetlana na naszych "Las Vegasowych" brzeskich telebimach. Często w nagłówkach pojawiała się informacja "święta wojna", dlaczego? Czysto polityczna sprawa między klubami. Od dłuższego czasu nie lubimy się z Polkowicami, dlatego tak bardzo zależało nam na wygranej, poza tym przecież chcemy awansować do I ligi, mecz ten trzeba było wygrać! Spotkanie to miało rozpocząć się o 18, więc teoretycznie na 17 powinnyśmy być na sali i spokojnie o 17:30 rozpocząć rozgrzewkę. Z Wrocławia do Brzegu jest ok 45km, co zazwyczaj daje nam ok 45min drogi. Tak się "szczęśliwie" złożyło, że dogadałam się z Marcysią M. że zgarnie mnie wraz z rodzicami samochodem o godz. 16 z ul. Krakowskiej (wylotówki na Brzeg) i pojedziemy razem (co bardzo mi odpowiadało, gdyż o 15:30 skończyłam pracę). Szczęście nam jednak nie sprzyjało, potężny korek, który jak się później okazało ciągną się aż do wioski Gać. W dodatku było okropnie ślisko, drogi niczym nie posypane i to wszystko tak nagle, jakby Bóg nie chciał byśmy w ogóle jechały na ten mecz! Całą drogę wlekliśmy się 20/30 km/h zatrzymując się co 5 metrów. Jakaś masakra! Na drodze była taka szklanka, że nawet przy tej prędkości przy hamowaniu zarzucało tyłem samochodu. To był jakiś koszmar, co chwile zerkałyśmy z Martyną na zegarek w samochodzie, który był przed nami i patrzyłyśmy nerwowo jak te minuty szybko uciekają. Co chwilę dzwonił telefon z sali z nerwami w głosie "dziewczyny, gdzie jesteście", "za ile będziecie", "nie możecie czegoś zrobić", a bezradność nas tylko dobijała... Meczu przesunąć o kilkadziesiąt minut nie można było, gdy ujrzałyśmy na zegarku godzinę 18, łzy nam napłynęły do oczu, to było coś strasznego, każdy telefon oznaczał tylko zdenerwowanie i wyrażenie niezadowolenia wszystkich będących na sali, ale o 18:05 usłyszałyśmy "zmieniamy siatki w koszach, macie 15 min", odetchnęłyśmy nieco, ale co z tego jeśli nadal byłyśmy w Oławie i dalej stałyśmy w korku?! Nieco się później udrożniło, zajechałyśmy na 18:20 pod halę, w biegu uważając by się nie poślizgnąć zerknęłam tylko na tablice z za szyby, prowadziłyśmy chyba jednym pkt. Wbiegając do budynku usłyszałam tylko od Pani sprzątaczki "w końcu jesteście" zbiegając na dół ujrzałam Panią Bożenę stojącą w otwartych drzwiach do szatni oddychającą z ulgą, że w końcu jesteśmy. Przebrałyśmy się jak najszybciej mogłyśmy, wbiegłyśmy na halę, nagle rozległy się brawa - to była chyba najmilsza rzecz jaka mnie w ostatnim czasie spotkała, nigdy się tak nie poczułam, kibice naprawdę wierzyli w nas i czekali... Coś niesamowitego (łezka w oku się kręci,  serce bije coraz mocniej, a w głowie myśli "oni liczą na mnie"). To była końcówka pierwszej kwarty, wynik 18:16 prowadzą Polkowice, na ławce zmian żywego ducha, podeszłam do trenera, bo chciałam przeprosić za tę nieobecność - był obrażony udawał, że mnie nie widzi i nie słyszy. Nienawidzę tego uczucia, że zawiodłam. Usłyszałam tylko z za pleców "Kasia rozgrzewaj się!" i tak przebiegłam 3 razy w tą i z powrotem szerokość boiska za koszem, pomachałam kilka razy rękoma i nie dotykając nawet piłki weszłam na boisko. W głowie tylko myśli "nie jestem rozgrzana, ale muszę dać z siebie wszystko", nagle miałam pozycję do rzutu na 45, zaraz za trumną, ale miałam świadomość, nagle naszła mnie myśl, że rzucić nie mogę, bo nie czuje piłki, oddałam i to była dobra decyzja, bo zanotowałam asystę! Później znowu na 0, puściutko rzuciłam i to wyglądało jak rzut kamieniem! Pomyślałam "albo spod kosza, albo w ogóle, nie dzisiaj". Zadyszka złapała mnie momentalnie, po II kwarcie było już 44:28 dla Stali - istne szaleństwo, ale nie można było się jeszcze podpalać, trzeba było utrzymać to do końca. W przerwie starałam się dużo rzucać na kosz, by tylko rozgrzać ręce i wyczuć piłkę, jednak byłam świadoma tego, że to nie wystarczy. Wychodząc w II połowie, walczyłam ile mogłam, trochę pozbierałam, wygrałyśmy 84:73. Nie miałam zbyt dużo minut na boisku, ale nie mam do nikogo pretensji, bo naprawdę czułam się naprawdę nie rozgrzana i nie przygotowana do tego meczu. To co zrobiłam na boisku wyszło nie najgorzej, zanotowałam 4pkt i co najważniejsze wygrałyśmy mecz z CCC! A dziewczyny wykonały naprawdę kawał dobrej roboty! Coś niesamowitego! Miałam ochotę piszczeć, krzyczeć jak w Ślęzie po wygranych półfinałach w Siedlcach dwa lata temu, ale tutaj (co mnie bardzo martwi) ciężko od dziewczyn wykrzesać jakiekolwiek emocje, trochę to przykre...
W domu mama mi tylko dodała, że siedząc na trybunach podczas naszego wbiegnięcia do budynku na Oławskiej słyszała tylko szepty kibiców "już są, już przyjechały" (co również było dla mnie bardzo miłe) no i pochwaliła mnie, mówiąc, że zrobiłam duże postępy - co jest dla mnie oceną najwyższą, zarówno jej słowa jak i cioci Gosi Kubiak. Dziękuję, dobranoc :*

sobota, 5 stycznia 2013

A tak jeszcze tak na podsumowanie turnieju z grudnia ;)
Nasi chłopcy robią wspaniałą robotę!


piątek, 4 stycznia 2013

Moje maleństwa! Ładne?


XIII memoriał Włodzimierza Siudy



28-29 grudnia 2012 odbył się turniej XIII MEMORIAŁ WŁODZIEMIRZA SIUDY O PUCHAR BURMISTRZA MIASTA BRZEG. Gościliśmy 3 drużyny:
AZS Politechnika Warszawska, Alles Głowno, no i moje kochane dziewczyny z Ślęzy Wrocław.

I mecz grałyśmy właśnie ze Ślęzą. Nie jest tajemnicą, że na nim najbardziej mi zależało, ponieważ spędziłam w tym zespole 3 lata przed powrotem do Stali Odry Brzeg. We Wrocławiu dużo się nauczyłam i bardzo polubiłam laski z drużyny, ale o tym kiedyś jeszcze napisze. Odeszłam z powodu nie łapania się do składu, chyba jeszcze nie byłam gotowa na I ligę. W każdym bądź razie mecz odbył się w bardzo miłych stosunkach, było dużo śmiechu między mną, a dziewczynami ze Ślęzy, ale nie zabrakło walki i chęci wygranej - w końcu chciałam się pokazać jak najlepiej i wydaje mi się, że cel został osiągnięty. Nawet zanotowałam jedną "trójkę" co zdarza się na razie bardzo rzadko. W Ślęzie została moja najlepsza przyjaciółka Karolina K. (Linka) i dziwnie się grało przeciwko niej, bo od zawsze trzymamy się razem (od szkoły podstawowej po studia i tak też zawsze było z koszykówką, razem zaczynałyśmy i do tej pory zawsze razem grałyśmy w jednej drużynie). Na trybunach nie zabrakło naszych Mam, które również są przyjaciółkami i tym razem trzymały kciuki za przeciwne drużyny. Bardzo mi Linki brakuje w zespole, bo świetnie się rozumiemy zarówno na boisku jak i poza nim, zawsze się wspieramy i razem się cieszymy ze wzajemnych sukcesów. Mecz zakończył się wynikiem 56:65 dla Ślęzy oczywiście. Myślę, że całkiem nieźle w końcu jesteśmy o ligę niżej, więc jestem w pełni zadowolona z tego meczu nawet udało mi rzucić 11pkt i zanotować 11 zbiórek hah czyli double-double - jaram się!
II mecz z Warszawą już nie był tak kolorowy, ponieważ w meczu przeciwko Ślęzie kontuzji doznała nasza rozgrywająca Martyna M. co uniemożliwiło jej grę w kolejnych meczach. Na turnieju nie miałyśmy pełnego składu było nas 8 w tym dwie kadetki, które były tylko na jednym treningu przed turniejem więc były troszkę zagubione. Zabrakło Oli T, która również jest kontuzjowana, naszej dumy Marty Wdowiuk, bo wyjechała na turniej z kadrą Polski do Czech i Gosi T. która wyjechała, a raczej wyleciała do Portugalii w imię miłości :) W meczu zostało nas 7, niestety zabrakło sił, duży wpływ miała wiadomość o kontuzji Marc, która nas podłamała totalnie. Osobiście kompletnie się nie czułam, byłam strasznie zmęczona, szybko załapałam 5 fauli (na maxa głupich) i niestety musiałam opuścić boisko. Trener wpuścił kadetki, które poradziły sobie całkiem nieźle, na pewno po boisku biegały w wielkim stresie, co było widać gołym okiem, Ola nawet zdobyła 2pkt. Wynik meczu 51:67 trochę boli, bo Warszawa zarówno jak my nie grała niczego nadzwyczajnego, miały dużo rzutów niecelnych itp. Ajajaj! Ale spoko dostałyśmy zapro na turniej przed wakacjami do Warszawy, więc się na pewno odegramy!
No i III mecz z Głownem także nie należał do najlepszych, atmosfera w naszym zespole się trochę popsuła z powodów "wewnętrznych" myślę, że dlatego skończyło się przegraną, ale uwaga! kolejny przełom! weszłam dwutaktem hahaha, ale nie trafiłam :D Bardzo miły był doping ze strony dziewczyn z Wrocławia, ciepłe słowa ich masera, którego także uwielbiam, no ale niestety przegrałyśmy 58:74 - trauma!
Turniej wygrała "Ślęzunia", na drugim miejscu znalazła się Warszawa, Głowno III i my... IV - jesteśmy po prostu gościnne! To był chyba najbardziej "poobijany" turniej dla mnie w moim życiu, zanotowałam dwa kosmicznie wielkie siniaki na kolanach i ogromne przetarcia (teraz to mnie strupy swędzą) i miałam całego palca u stopy zakrwawionego co w konsekwencji zabrudziło mi strasznie buty, a Ci co mnie znają, to wiedzą że NIENAWIDZĘ mieć brudnych butów - krew ciężko chyba sprać :/
Aaa i chciałabym jeszcze dodać, że był konkurs na miss naszej drużyny, który wygrała Agata M, ale na szczęście dostałyśmy wszystkie nagrody, które ufundowała drogeria JASMIN w Brzegu. W mojej paczce była między innymi pianka do włosów, więc pozostaje mi teraz tylko ugniatać fale na głowie :)
Naprawdę nie spodziewałam się, że ten turniej będzie tak fantastycznie zorganizowany, szczególne wrażenie wywarły na mnie ogromne puchary, szkoda tylko, że dostałyśmy ten najmniejszy...

Już wiecie kto miał zawsze w Ślęzie nr 8? No to za to Kinia dostała w nos :)


 Natalka nabiła mi pierwszego siniaka turnieju


 Moja Linka :)



Mamuśka obecna zawsze :)





 Oto mój pamiętny dwutakt, szkoda że pudło!


Najprzystojniejszy kuzyn ever





Pierwsze koty za płoty uff...

Ojejku jejku to mój pierwszy post na blogu! Stresuję się hehehe :)
Witam Kochani Was serdecznie na moim blogu! Krótko na jego temat: jest on 100% blogiem personalnym, będę pisać chyba tutaj wszystko co się dzieje w moim życiu, głównie z dziedziny sportu, przynajmniej mam taki zamiar. Kiedyś będzie z tego fajna pamiątka, moja mama również kiedyś grała w koszykówkę, nawet w tym samym klubie co ja obecnie i z wyjątkiem kilku zdjęć (dosłownie kilku), starej bluzy od dresu meczowego i wspaniałych wspomnień, które zapewne się z biegiem lat zacierają. Dlatego pomyślałam sobie, że ja będę od teraz starała się to gromadzić tutaj, może nie zginie ;) Szkoda że tak późno się ogarnęłam z takim zamysłem, bo przecież wiele lat już minęło, ale w wolnym czasie może uda mi się co nieco skleić.
 Zapraszam :)